Koszty holowania tira z naczepą w Polsce po wypadku zazwyczaj wynoszą kilkadziesiąt tysięcy złotych, a wcale nie muszą tak wyglądać.
Stłuczka albo poważny wypadek zestawu na autostradzie, droga zablokowana, policja i straż na miejscu, wszyscy patrzą na kierowcę i chcą, żeby „już teraz zdecydował”, jak usuwamy zestaw z pasa ruchu. Pięć minut później podpisana kartka, tydzień później faktura na 10–15 tys. zł za holowanie. A tymczasem istnieją przepisy, które przewidują za takie usunięcie ciężarówki z drogi kwoty rzędu około 2 000–2 300 zł. Różnica bywa więc kilkukrotna.
W Polsce maksymalne stawki za usunięcie pojazdu z drogi i za jego parkowanie na parkingu strzeżonym są ogłaszane w przepisach ogólnych. Minister finansów publikuje tabelę, a rady powiatów mogą ustalać swoje cenniki tylko do tych limitów. Dla transportu ciężarowego to bardzo istotne, bo przepisy obejmują także pojazdy powyżej 7,5 t DMC, typowe TIR-y i zestawy. Na rok 2025 maksymalne stawki za samo usunięcie ciężkiego pojazdu z drogi wynoszą w przybliżeniu około 1 260 zł dla ciężarówki 7,5–16 t, około 1 860 zł dla pojazdu powyżej 16 t, a przy przewozie towarów niebezpiecznych – już ponad 2 200 zł. Do tego dochodzi opłata za każdą dobę przechowywania – od ponad 100 zł przy „zwykłych” ciężarówkach do blisko 300 zł na dobę przy ADR.
Te kwoty są waloryzowane co roku (w projektach na kolejne lata widać już dalsze podwyżki), ale skala pozostaje podobna: nawet dla najcięższego zestawu z ADR mówimy o kilku tysiącach złotych, a nie o kilkunastu.
Zupełnie inaczej wyglądają stawki rynkowe prywatnych firm zajmujących się ciężkim holowaniem zestawów C+N. Z analizy cenników kilku dużych podmiotów wynika, że:
- dojazd i powrót holownika powyżej 50–100 km od bazy to zwykle ok. 12–18 zł netto za każdy kilometr,
- holowanie pełnego zestawu to typowo ok. 25–30 zł netto za kilometr,
- do tego dochodzi opłata za użycie holownika „za godzinę”, dźwigów, HDS, przeładunek towaru, wydobycie pojazdu z rowu, zabezpieczenie miejsca zdarzenia, parking itd.
W praktyce na koniec taki rachunek za wezwanego holownika opiewa na kilkanaście tysięcy złotych.
Skąd bierze się ta różnica? Z jednej strony jest system „urzędowy”: usunięcie pojazdu z drogi na podstawie dyspozycji policji lub innego organu, na koszt właściciela, ale według stawek ustalonych przez powiat, które nie mogą przekroczyć limitów z przepisów. Z drugiej – czysto prywatna usługa ratowniczo-holownicza, wyceniana według komercyjnego cennika, podpisana pod presją sytuacji przez kierowcę albo przedstawiciela przewoźnika.
Proceder wygląda często podobnie. Po wypadku na miejscu jest policja, straż, zarządca drogi. Pada informacja, że „trzeba szybko udrożnić pas ruchu, już wzywamy holownik, proszę tu podpisać zlecenie”. Kierowca jest w stresie, zmęczony, nie ma kontaktu z szefem lub dyspozytorem, nie zna stawek administracyjnych. Zgłasza się „dyżurna” firma, która działa przy danym odcinku autostrady, samochód zostaje zabrany, ruch przywrócony – a faktura przychodzi dopiero później. I zamiast kilku tysięcy złotych według stawek opartych na przepisach, przewoźnik widzi 10–15 tys. zł za akcję ratowniczo-holowniczą.
Prywatne firmy oczywiście mają prawo ustalać własne ceny – ciężki sprzęt, specjalistyczny personel, gotowość 24/7 i ryzyko operacji kosztują. Problem zaczyna się wtedy, gdy pod osłoną pilnej potrzeby udrożnienia drogi firmy holownicze doskonale wykorzystują niewiedzę kierowcy co do istnienia maksymalnych stawek administracyjnych. Z perspektywy przewoźnika różnica jest brutalna: tam, gdzie przy zastosowaniu „urzędowego” trybu usunięcia pojazdu i jednej doby parkingu zapłaciłby około 2 100–2 300 zł, kończy z rachunkiem na 3–4 razy więcej.
Dlatego po każdym poważniejszym zdarzeniu z udziałem zestawu kluczowe jest szybkie podjęcie świadomej decyzji i przede wszystkim kontakt z profesjonalistą który zawodowo zajmuje się takimi sprawami i przepisami.
Skontaktuj się z Tirlex jak najszybciej po zdarzeniu (idealnie jeszcze z miejsca wypadku, zanim cokolwiek podpiszesz). Pomożemy przeanalizować sytuację, sprawdzić, jakie stawki naprawdę mogą mieć zastosowanie, wybrać najbardziej opłacalny wariant działania i od razu zabezpieczyć materiał dowodowy na wypadek późniejszego sporu z firmą holowniczą czy ubezpieczycielem z OC czy w przypadku szkody na towarze OCP.
Różnica między rachunkiem rzędu 2 200 zł a fakturą na 10–15 tys. zł zaczyna się właśnie w tych pierwszych minutach po zdarzeniu. Dlatego po wypadku ciężarówki szukaj pomocy od razu – Tirlex to specjaliści, którzy stoją po stronie przewoźnika wtedy, kiedy każdy błąd podpisany w stresie kosztuje naprawdę dużo.

